Alkoholik a pijak – czy to ta sama osoba? Sprawdź, zanim ocenisz
Często używamy tych słów zamiennie. Widzimy kogoś, kto przesadził na imprezie, i szeptamy: „ale z niego alkoholik”. Innym razem patrzymy na sąsiada, który codziennie wynosi siatki brzęczące butelkami, i machamy ręką, mówiąc: „e tam, po prostu pijak”. W potocznym języku granica się zaciera, ale w rzeczywistości różnica jest kolosalna. To nie jest tylko kwestia nazewnictwa, ale tego, co dzieje się w głowie i organizmie człowieka. Zrozumienie, gdzie kończy się picie z wyboru, a zaczyna choroba, może uratować komuś życie.
Czym w skrócie różni się alkoholik od pijaka?
Podstawowa różnica między alkoholikiem a pijakiem polega na zdolności do kontrolowania picia; pijak pije, bo chce i lubi, natomiast alkoholik pije, ponieważ czuje wewnętrzny przymus i nie potrafi przestać mimo negatywnych konsekwencji. Pijak może w każdej chwili odstawić alkohol, jeśli ma powód, podczas gdy alkoholik stracił kontrolę nad swoim życiem i substancją.
To trochę tak jak z jedzeniem. Ktoś może się objadać słodyczami, bo są smaczne – to łakomczuch (odpowiednik pijaka). Ale ktoś inny może jeść cukier, bo bez niego drżą mu ręce i wpada w panikę – to już chory (odpowiednik alkoholika). W relacji alkoholik a pijak kluczowe jest słowo „wybór”. Pijak go ma, alkoholik niestety już go utracił.
Kim tak naprawdę jest pijak?
Pijak to osoba nadużywająca alkoholu w sposób szkodliwy i ryzykowny, ale nieuzależniona fizycznie ani psychicznie, zachowująca zdolność do powstrzymania się od picia. Jego zachowanie wynika z chęci zabawy, brawury lub braku umiaru, a nie z głębokich zmian w biochemii mózgu.
Pijaka spotkasz na hucznych weselach i piątkowych imprezach. To ten „wujek”, który zawsze wypije za dużo, zrobi z siebie pośmiewisko albo zaśnie w sałatce. Lubi stan upojenia, szuka okazji do picia, bo kojarzy mu się to z relaksem i towarzystwem. Jednak, co bardzo ważne, jeśli następnego dnia musi iść do pracy, prowadzić auto albo lekarz powie mu „koniec z tym, bo wątroba siada” – on po prostu przestaje. Może czuć dyskomfort, że omija go zabawa, ale nie czuje fizycznego bólu ani psychicznego terroru głodu alkoholowego. Pijak pije dla przyjemności (nawet jeśli wątpliwej), a nie po to, by czuć się normalnie.
Kiedy zaczyna się alkoholizm?
Alkoholik to człowiek cierpiący na chorobę alkoholową, dla którego picie stało się niezbędnym warunkiem funkcjonowania, a próba odstawienia wywołuje zespół abstynencyjny. W tym przypadku mamy do czynienia z utratą kontroli – chory obiecuje sobie, że wypije tylko jedno piwo, a kończy na wielodniowym ciągu.
Dla alkoholika „przyjemność” z picia dawno się skończyła. On sięga po butelkę, żeby uciec od lęku, żeby przestały mu się trząść ręce, żeby w ogóle móc wstać z łóżka. Jego mózg został przeprogramowany. Występuje tu zjawisko tolerancji (musi pić więcej, by czuć to samo) oraz głodu alkoholowego. To stan, w którym myśl o piciu wypiera wszystko inne: rodzinę, pracę, godność.
Oto główne różnice, które pomogą Ci rozróżnić te dwa stany:
- Reakcja na „nie”: Pijak odmówi picia, jeśli sytuacja tego wymaga. Alkoholik znajdzie każdy powód, by się napić, nawet ukrywając to przed otoczeniem.
- Cel picia: Pijak chce się bawić i „zaszumieć”. Alkoholik chce „znieczulić się” i uciszyć emocje.
- Poranek: Pijak ma kaca i mówi „nigdy więcej”. Alkoholik budzi się z lękiem i szuka „klina”, by w ogóle zacząć dzień.
Czy z pijaka można stać się alkoholikiem?
Tak, regularne i nadmierne picie charakterystyczne dla pijaka jest prostą drogą do rozwoju uzależnienia i trwałego uszkodzenia mechanizmów kontrolnych w mózgu. Granica jest płynna i bardzo łatwo ją przegapić, zwłaszcza że tolerancja organizmu rośnie powoli.
Nikt nie rodzi się alkoholikiem (choć można mieć predyspozycje genetyczne). Każdy uzależniony zaczynał jako ktoś, kto po prostu lubił się napić. Jeśli „pijaństwo” trwa latami, organizm zaczyna domagać się alkoholu chemicznie. W pewnym momencie człowiek orientuje się, że piwo po pracy to już nie nagroda, ale konieczność. Wtedy temat alkoholik a pijak przestaje być teoretycznym rozważaniem, a staje się dramatem. Przejście na drugą stronę jest zazwyczaj niewidoczne dla samego zainteresowanego, który do końca będzie twierdził: „przecież piję, bo lubię”.
Dlaczego mylenie tych pojęć szkodzi?
Nazywanie chorego człowieka „pijakiem” jest krzywdzące i stygmatyzujące, ponieważ sugeruje złą wolę i upadek moralny, zamiast wskazywać na potrzebę profesjonalnego leczenia. Z drugiej strony, bagatelizowanie problemu pijaka może uśpić jego czujność i doprowadzić go prosto w sidła nałogu.
Społeczeństwo często gardzi „pijakami” pod sklepem, nie widząc w nich ludzi chorych. Jeśli uznamy kogoś za pijaka, myślimy: „niech się weźmie w garść”. Jeśli zrozumiemy, że to alkoholik, powinniśmy pomyśleć: „on potrzebuje terapii”. Pijak potrzebuje wstrząsu lub reprymendy. Alkoholik potrzebuje detoksu i psychoterapii w ośrodku takim jak „Be Free”. Oczekiwanie od alkoholika, że przestanie pić samą siłą woli, to jak oczekiwanie od osoby z biegunką, że siłą woli powstrzyma objawy. To tak nie działa.
Czy pijak też powinien się leczyć?
Osoba nadużywająca alkoholu (pijak), choć nie jest uzależniona, również ryzykuje poważne szkody zdrowotne i społeczne, dlatego często wymaga interwencji edukacyjnej lub psychologicznej. Nadmierne picie, nawet bez uzależnienia, niszczy wątrobę, trzustkę i serce, a także prowadzi do wypadków i problemów z prawem.
Nie trzeba być alkoholikiem, żeby zmarnować sobie życie przez alkohol. Pijak może pod wpływem impulsu wsiąść za kierownicę i spowodować wypadek. Może stracić rodzinę, bo żona ma dość imprezowego stylu życia. Różnica jest taka, że pijakowi zazwyczaj wystarczy stanowcza rozmowa, wizja konsekwencji lub krótka interwencja psychologa, by zmienił zachowanie. On ma jeszcze zasoby, by zawrócić z tej drogi. Alkoholik tych zasobów już nie posiada i potrzebuje narzędzi z zewnątrz.
FAQ – Najczęściej zadawane pytania: alkoholik a pijak
Niekoniecznie, ale jest to bardzo silny sygnał ostrzegawczy. Częstotliwość picia jest ważna, ale ważniejszy jest powód i przymus. Jeśli ktoś pije lampkę wina do obiadu dla smaku (kultura picia) i potrafi z tego zrezygnować bez żalu, może nie być uzależniony. Jednak codzienne picie w celu rozładowania stresu, ułatwienia zasypiania lub „zresetowania się” świadczy o uzależnieniu psychicznym. Jeśli próba odstawienia tego codziennego rytuału wywołuje nerwowość i rozdrażnienie, prawdopodobnie mamy już do czynienia z alkoholizmem.
Tak, palimpsesty alkoholowe (luki w pamięci) zdarzają się zarówno pijakom, jak i alkoholikom. U pijaka wynikają one z ostrego zatrucia organizmu dużą dawką alkoholu w krótkim czasie (np. na imprezie). Mózg po prostu przestaje „nagrywać”. U alkoholików zdarza się to znacznie częściej, nawet przy mniejszych dawkach, z powodu uszkodzeń układu nerwowego. Samo „urwanie filmu” nie jest dowodem na uzależnienie, ale świadczy o bardzo ryzykownym modelu picia.
Nie. To jedna z najważniejszych zasad terapii uzależnień. Alkoholizm jest chorobą nieuleczalną w tym sensie, że traci się kontrolę nad piciem bezpowrotnie. Nie da się „nauczyć” pić kontrolowanie po tym, jak się już przekroczyło granicę uzależnienia. Alkoholik ma tylko dwie drogi: albo pić destrukcyjnie, albo zachować całkowitą abstynencję. Marzenie o powrocie do „towarzyskiego picia” jest najczęstszą przyczyną nawrotów choroby.
Zazwyczaj nie w sensie medycznym. Pijak po mocnym piciu ma kaca (zatrucie aldehydem octowym). Boli go głowa, ma nudności, jest odwodniony. To reakcja fizjologiczna na truciznę. Zespół abstynencyjny u alkoholika to coś znacznie gorszego: drgawki, poty, stany lękowe, halucynacje, skoki ciśnienia, a w skrajnych przypadkach padaczka poalkoholowa. Pijak na kacu myśli „nigdy więcej”, alkoholik w zespole abstynencyjnym myśli „muszę się napić, żeby przeżyć”.
Oczywiście. Rodzaj alkoholu i jego cena nie mają żadnego znaczenia dla mechanizmu uzależnienia. Mit o tym, że alkoholik to ktoś, kto pije tanią wódkę pod mostem, jest bardzo szkodliwy. Istnieje duża grupa tzw. alkoholików wysokofunkcjonujących. Mogą pić najdroższe trunki, chodzić w garniturach i zarabiać miliony, a jednocześnie nie potrafić przetrwać dnia bez szklaneczki. Alkoholizm to choroba emocji i mózgu, a nie statusu społecznego.
Najprostszym testem jest próba odstawienia alkoholu na dłuższy czas, np. miesiąc lub trzy. Pijak może czuć się trochę znudzony na imprezach, ale generalnie nie sprawi mu to większego problemu. Alkoholik w takiej sytuacji zacznie odczuwać narastający niepokój, rozdrażnienie, będzie szukał zastępczych tematów, a jego myśli będą krążyć wokół picia. Jeśli łapiesz się na targowaniu ze sobą („wytrzymałem tydzień, to mogę się napić w nagrodę”), to znak, że kontrola jest iluzoryczna.
Genetyka odgrywa dużą rolę, ale nie jest wyrokiem. Badania wskazują, że dzieci alkoholików mają kilkukrotnie wyższe ryzyko zachorowania. Wynika to z różnic w metabolizmie alkoholu oraz dziedziczenia pewnych cech osobowości (np. skłonności do ryzyka, słabszej regulacji emocji). Jednak „pijakiem” zostaje się z wyboru i środowiska. Jeśli masz genetyczne obciążenie, Twoja droga od „wesołego pijaka” do uzależnionego alkoholika będzie po prostu znacznie krótsza i bardziej gwałtowna.
Najlepiej udać się do specjalisty terapii uzależnień w poradni lub ośrodku takim jak „Be Free”. Terapeuta przeprowadzi wywiad i diagnozę. Nie musisz być pewien, czy jesteś alkoholikiem, żeby tam pójść. Wiele osób zgłasza się z pytaniem „czy ja mam problem?”. Jeśli Twoje picie niepokoi Ciebie lub Twoich bliskich, to wystarczający powód, by skonsultować się z fachowcem. Lepiej usłyszeć ostrzeżenie w fazie nadużywania (pijaństwa), niż trafić na terapię, gdy nałóg już zrujnuje życie.
